3. Oh, Saint-Germain, you’re such a perfect undead.

Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy dostajecie książkę pod choinkę, czytacie pierwszy rozdział i wydaje się ona wam nieciekawa, zapominacie o niej, a po paru latach przeczytawszy opis rzucacie lekturę dawno pożądanej historii, by móc zapoznać się z tą zapomnianą? Coś takiego spotkało mnie partę dni temu, kiedy zaczytawszy się w „Draculę” Brama Stokera „rzuciłam” się na powieść Chelsea Quinn Yarbro.

„Hotel Transylvania”, bo taki tytuł nosi ów książka, urzekł mnie świetnie wykreowanymi postaciami, dymanmicznymi zwrotami akcji i wartkme tempem, niekiedy spowalnianym przez listy, czasami notatki, zostawiane przez bohaterów.

Główna postać – Hrabia Saint-Germain, to postać uosabiająca wszystkie najlepsze cechy każdego ze znanych mi do tej pory wampirów. Nie jest przesłodzony, jak osławiony Edward Cullen z sagi Stephanie Meyer, czy przesadnie pobudzony do działania, niczym Damon Salvatore wymyślony przez L.J. Smith na bite dziesięć lat przed „tłajlajtowym szaleństwem”. Saint-Germain, lub też Książę Rakoczy, jak również jest w książce nazywany, to człowiek niesamowicie obyty, wykształcony i wszechstronnie uzdolniony. Dla osiemnastowiecznej paryskiej socjety jest kimś tajemniczym, o kim nikt nic nie wie, jednak potrafi oczarować swoją elokwencją, urokiem osobistym, a także nienagannymi manierami mimo pozoru niedostępności. Z całą świadomością mogę powiedzieć, że dla mnie jest ideałem wampira, którego wizerunek ostatnimi czasy jest mocno nadużywany przez popkulturę i showbiznes.

Sama książka przedstawia historię będącą horrorem z lekkim romantycznym zabarwieniem. Otóż, wspomniany Hrabia Saint-Germain, obracający się w środowisku ludzi spędzających życie i bogactwo na codziennych przyjęciach, gdzie hazard potrafi zrujnować niejednego barona czy markiza. Któregoś dnia na jednym z przyjęć poznaje uroczą Madelaine de Montalia, krewną jego dobrej znajomej. Mimo swojego uroku osobistego, Książę Rakoczy posiada w towarzystwie również wrogów, pragnących zdemaskować go jako oszusta, a jednocześnie czyhających na bezpieczeństwo jego młodziutkiej znajomej.

Zapierająca dech w piersiach opowieść z historycznym tłem, wplatającym się wątkiem satanistycznym oraz niezwykle zgrabnymi, niemęczącymi czytelnika opisami miejsc czy też postaci.

Jeśli ktoś spodziewa się happy endu, to nie w tej książce, gdyż tego zakończenia takowym raczej nie można do końca nazwać. Dlaczego? Zachęcam do lektury, by samemu się przekonać. Osobiście „Hotel Transylvania” mogę zaliczyć do ulubionych książek, tym bardziej w tematyce wampirze. Warto wspomnieć też o tym, że autorka – Chelsea Quinn Yarbro, jest laureatką prestiżowych nagród takich jak Bram Stoker, Edgar i World Fantasy, a jej seria o hrabim Saint-Germain stawiana jest na równi z „Kronikami wampirów” Anne Rice. Moim skromnym zdaniem, książki Yarbro są dużo lepsze.

xoxo

Reklamy

One thought on “3. Oh, Saint-Germain, you’re such a perfect undead.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s