11. Is it time to let go and rise above?

And that’s why we have to fight. Fight for what we believe in. We have to fight for our dreams. We have to make them come true. ‚Cause we are like those comets: unusual, unique, perfect. We have to create our own path and follow it. We have to show to all those fuckers how strong we are. How hard we are. That they can’t break us. We have to rise above ourselves. We have to break limits. We have to jump and touch the sky. We have to make our silence in a crowded room be  louder than the loudest tune. Because that’s what we are. DREAMERS. BELIEVERS. LOVERS. FIGHTERS. – by Alex.

Nigdy w życiu żadna piosenka nie miała aż takiego wpływu na mnie. Żaden utwór nie dał mi aż takiej wiary jak ten. Od czego się zaczęło? Od szukania na youtube filmików z Bono. Dlaczego? Teraz już nie pamiętam, jednak jestem samej sobie diabelnie wdzięczna za to. Skończyło się na tym, że utwór Rise Above 1 w wykonaniu Reeve’a Carney’a, Bono i The Edga piłuję niezmiennie all day long bodajże od poprzedniego weekendu. Jestem szczerze zakochana w tej piosence tak jak w The Story czy 21 guns, ale w tamtych nie ma tego powera, tego kopa w tyłek.

Nienawidzę właściwie tłumaczenia słów piosenki na język polski, ale w tym wypadku pokuszę się o własną interpretację. Nie zwracam uwagi, że piosenka napisana została w celu promowania broadway’owskiego musicalu Spider-Man: Turn Off The Dark, bo mam własne odczucia co do niej. Głęboko w moim pokopanym serduchu poruszyła jakieś pęknięte trybiki i zlepiła je na nowo, dlatego przejdę może do rzeczy.

And you said rise above
Open your eyes up
And you said rise above
But I can’t
I can’t

„Powiedziałeś wznieś się ponad, otwórz oczy (…) ale ja nie mogę, nie mogę” Innymi słowy to, co słyszałam niemal ciągle w minionym miesiącu. Żebym się wzięła w garść, bo niektóre rzeczy nie są warte moich łez, ale nie potrafiłam. W końcu ciężko jest pogrzebać coś, co było częścią nas samych przez praktycznie całe sześć pieprzonych lat. Nadal nie jestem pewna, czy udało mi się to zakopać chociażby na kilka centymetrów. Rany wciąż bolą i wywołują chwilami słabość.

How long will it take
Before these feelings
Go away
How much longer do I wait
And are there any real answers
Anyway

„Jak długo to zajmie zanim te uczucia odejdą, jak długo mam jeszcze czekać (…)” Sama się nad tym zastanawiałam, jeszcze zanim straciłam coś, co stanowiło nieodłączną cząstkę mnie i mojego życia. Bałam się, cholernie się bałam utraty i z czym zostanę. Z bólem, tęsknotą, pustką. Teraz zastanawiam się jaki czas musi minąć, żebym w pełni się uwolniła od tego, z czym mnie zostawiono.

Your silence in a crowded room
Louder than the loudest tune
I hang on every word

„Twoja cisza w zatłoczonym pokoju głośniejsza niż najgłośniejszy dźwięk (…)” Jeden z dwóch moich ukochanych momentów tej piosenki. Anyway… Świat nie ważne jak bardzo zatłoczony i zapełniony jest fejkami, imitacjami, kserokopiami, duplikatami, reprodukcjami, zawsze pozostawia miejsce dla czegoś co jest wyjątkowe, rzadkie i perfekcyjne w swojej niedoskonałości. Te właśnie niedoskonałości potrafią najgłośniej krzyczeć wśród całej sztuczności. Tylko comets potrafią zmienić otaczający je świat. Tylko one potrafią naginać rzeczywistość by karmić się snami slash marzeniami.

I miss you in everything
I was too fast traveling
To take you in
I know, silence is no crime
Just wish I could hear you fill it up
One more time

„Tęsknię za tobą we wszystkim, podróżowałem o wiele za szybko by cię zrozumieć, wiem, że cisza nie jest zbrodnią, chciałbym tylko usłyszeć, że ją wypełniasz, choć jeszcze raz” Tęsknota i pragnienie przeżycia choć raz tego, czego już nie można mieć przyprawia o rozdzierający ból. Nie fizyczny, ale psychiczny, czyli ten najgorszy. Ból fizyczny mija, psychiczny pozostaje tak długo dopóki się go samemu nie zwalczy.

Yes, I know what you’d say to me
Exactly what you said to me
I Still hang on every word

„Tak, wiem co byś powiedział, dokładnie to co już powiedziałeś, nadal chwytam się każdego słowa” Chwytam się każdego słowa, choć ono nadal boli. Tak jest w przypadku tego, co straciłam. Z drugiej jednak strony, chwytam się cytatów, tego, co mówią inny, byle tylko nie spaść na dno. Wiem, że z tego dna nie mogłabym się podnieść dlatego walczę o każdą chwilę na szczycie, lub chociaż w jego pobliżu.

In a time of treason
Is there time for trust
Where there’s no them
Only us
Is there time for reason?
Has your heart had enough
Is it time to let go
And rise above?

„W czasie zdrady czy jest czas na zaufanie, gdzie nie ma ich tylko my, czy jest czas rozumu, czy twoje serce miało już dość, czy to chwila by odpuścić i wznieść się ponad” Raz zdradzony nie potrafi ponownie zaufać komuś równie łatwo, jednak w chwili zdrady jednej osoby, czy powinno się zaufać drugiej? Moim zdaniem tak. Jesteśmy istotami towarzyskimi z natury, potrzebujemy bliskości drugiej osoby, choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczali. Ze wszystkimi problemami jest nam łatwiej sobie radzić mając wsparcie kogoś bliskiego. Dlatego też walka ramię w ramię, o coś w co się wierzy, daje najbardziej soczyste owoce. Tylko czy jesteśmy w stanie walczyć, kiedy nasze serca zostały roztrzaskane na miliony maleńkich kawałeczków? Czy taki moment złamania, zmiany, jest dobrą chwilą żeby odpuścić i wznieść się ponad ten problem? Walczyć o swoje?

And you said rise above
Open your eyes to LOVE
And you said rise above
Yourself

„I powiedziałeś wznieś się ponad, otwórz oczy swe na miłość, i powiedziałeś wznieś się ponad samego siebie” Bo na tym polega walka. Na wznoszeniu się ponad własne słabości, pokonywaniu ograniczeń, przekraczaniu granic. Polega też na otwarciu się na coś pięknego, co może nadejść w chwili zwycięstwa. Tym pięknem może być miłość, czyli swego rodzaju zobrazowanie piękna. Bo czy to uczucie nie jest symbolem piękna, ideału, szczęścia, marzeń, pasji, pragnień? Jest, ponieważ jest potrzebą każdego człowieka, bez względu na kolor skóry, pochodzenie, preferencje muzyczne, orientacje, wiek czy płeć.

Oglądałam dzisiaj ze Smokiem Cloud Atlas. Nie powiem, żeby był filmem rewelacyjnym, ale uderzył we mnie. Opowiadał o ludziach naznaczonych pewnym znamieniem, którzy byli zdolni, żeby zmienić świat. W mniejszym lub większym stopniu, ale dążyli do celu napędzani swoimi ideałami. Idealiści, marzyciele. Są to dziewczyny, kobiety, takie jak ja i Smok, wiedzące, że świat nie kończy się na byciu kurą domową albo panną z ładną buzią i przystojnym facetem. Są to mężczyźni, których pragnienia nie kończą się na przeleceniu ładnej dupy, czy siedzeniu przed telewizorem, z przepoconym podkoszulku, z pilotem w jednej a piwem w drugiej dłoni. Comets to ludzie widzący świat nieco inaczej. Potrafią dostrzec wyjście z każdej sytuacji, perfekcje w ułomności, komedie w tragizmie. Mają marzenia, do których spełnienia dążą, które są czymś więcej niż zaspokojeniem pierwotnych potrzeb.

„Fear is the worst kind of grave because it buries one alive”* so we can not be scared of failure. Failure should be our kick in the ass to make us want more and more, to make us be hungry of success. – by Alex.

W pewnym sensie my mamy takie znamię, mamy taką kometę, jednak jest to znamię duszy. Jesteśmy naznaczeni, żeby działać i pokazać światu ile zależy od nas samych, bo choć możemy kierować własnym życiem, ono nie do końca należy do nas. To, co osiągniemy będzie miało wpływ na kolejne pokolenia. Żyjemy dla nich, nie tylko dla samych siebie. Z tego też względu nie możemy się bać dążyć do naszych ideałów. Każda porażka powinna być kopem w dupsko, motywacją do większej walki. Porażka powinna budzić w nas głód sukcesu.

“All things become stronger in sunlight and wind, yes?”*

Wszystko staje się silniejsze, kiedy musi stawić czoła przeszkodom w dążeniu do celu. Rośliny stają się silniejsze, gdy są narażone na słońce czy wiatr. Człowiek staje się twardszy jeśli nie jest rozpieszczany i musi stawiać czoła wyzwaniom. Każda porażka powinna być takim wyzwaniem. Powinna sprawiać, że walczymy mocniej, zacieklej, bo od tego zależy nasze życie. Nasze i naszych potomków.

Jeśli chodzi o inność, po której wspominałam, to nie jest to inność zewnętrzna tylko wewnętrzna. Inność duszy. Zastanowiliście się kiedyś nad tym, że prawdę powiedziawszy nawet tacy hipsterzy uważający się za oryginalnych, wszelkie im podobne subkultury, wszyscy są jednakowi? Chcą być oryginalni ale w tym pragnieniu stają się tacy sami.

Dlaczego to wszystko piszę? Bo czuję potrzebę wyrzucenia z siebie tego całego gówna nagromadzonego od paru miesięcy i zmobilizowania samej siebie do działania. Moje myśli zmieniają się jak w kalejdoskopie, a ta notka tu zostanie i w chwili słabości będę mogła wrócić, żeby dać sobie mentalnego kopa w zad.

 

 ______

* cytaty z książki „Jessica Rules The Dark Side” Beth Fantaskey

Reklamy

One thought on “11. Is it time to let go and rise above?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s