15. Don’t get too close It’s dark inside.

Nieubłaganymi krokami zbliża się weekend. Na tym etapie życia weekend = zajęcia w szkole, a ten wlicza w siebie jeszcze zaliczenia z hiszpańskiego, filozofii i gramatyki opisowej. Żeby nie było, próbuję się uczyć, mam notatki przed oczami, ale co z tego skoro nic mi do głowy nie chce wejść? Znajduję masę ciekawszych rzeczy do roboty niż nauka. Tak, siedzenie bezmyślnie na krześle i wsłuchiwanie się w muzykę jest jedną z tych rzeczy.

“The only way I’m keeping my hands off her is if I’m dead. Find another way to fix us.”

Mamy dzisiaj 28 luty 2013 roku. Dokładnie 22 lata temu między godziną 1 a 2 w nocy przyszłam na świat. Dzień, jak co dzień. Nic szczególnego się nie działo dziś w sumie, no może poza ogłoszeniem daty wydania singla Batonów. Tak, Up In The Air nowy singiel Thirty Seconds To Mars będzie miał swoją premierę 18 marca. Pora zacząć odliczać dni. Ciekawi mnie, czy ten teaser jakim nas uraczyli podczas MARSX to trolling hope so, czy może nie. W każdym razie zebra nie nastraja mnie zbyt pozytywnie.

482288_489095657817746_1561281307_nOd kilku dni trzyma mnie faza na Imagine Dragons. Jejku, jakby mieli przyjechać do naszego cudnego kraju, posrałabym się ze szczęścia skittlesami chyba. Serio. Ich muzyka mnie totalnie odpręża i być może właśnie dzięki nim czuję nieopisany spokój na myśl o weekendzie. Mimo schizowania, jestem spokojna. Dziwne, ale prawdziwe. Mój organizm tak właśnie działa czasami. Mam napady niekontrolowanego śmiechu w momencie totalnego zdenerwowania, albo tak jak teraz – totalny spokój w chwili schizy.

Hola todos! Me llamo Alex, soy polaca y tengo veintidos anos. Mi pelo es rojo, liso y lango. 

Moja pseudo nauka, a tak mile zmieniając tema… Jutro otwarcie galerii MM, w tym nowego starbunia, zobaczymy ile lanserów ma za dużo kasy i będzie odwiedzać kolejną kawiarnię z cenami jak z pięciogwiazdkowej restauyracji. „Coffee: 4$. iCoffee: 12$. Don’t be an iDiot”.

Jak to się dzieje, że ilekroć w kogoś wierzę, ta osoba mnie zawodzi? Przykład? Ufałam pewnej osobie, wierzyłam, że nie jest taka jak inne jej płci i co? Kolejny raz jestem kopana w dupę przez własną naiwność. Wszystko przez to, że liczyłam, że mimo wszystko nie zapomni. Zapomniał, albo gorzej, specjalnie olał. Poza tym, jest mi dobrze bez niego. Ostatni rok wyglądał właściwie tak samo, więc większej różnicy nie czuję. Brakuje mi tylko tego poczucia normalności przy nim i tego cholernego uczucia znalezienia własnego miejsca na ziemi kiedy wtulałam się w jego ramiona. Damn… Muszę przestać.

Do listy szuj, mogę zaliczyć jeszcze jedną osobę, która mimo moich najszczerszych chęci zniszczyła wszelką sympatię i zaufanie, jaką nią darzyłam jednym durnym występkiem. Może i normalnie nie powinnam się rzucać, bo w końcu ona była na zdjęciu, ale nienawidzę, plagiatu, a tym właśnie to jest. Ja zrobiłam zdjęcie, które ona wysłała do opublikowania na małoważnegdzie i podpisała jako swoje, bez zapytania mnie o zdanie. Rozumiem, jeśli by na zdjęciu była jej twarz na tle białej ściany, ale to nie ona stanowiła główny przedmiot tego zdjęcia. Jestem uczulona na wszelki przejaw plagiatu, jednak potrafię zlać, do czasu, kiedy ktoś nie robi tego w tak chamski sposób. Widzę ile słowo „przyjaciółka” znaczyło dla tej osoby skoro mnie tak nazwała. A przeprosiny brzmiące jak „dobra sory a teraz spier*alaj” tylko dowodzą temu. Poza tym, to miała być pamiątka. Nie wspominając o tym, że stało się to rok po zrobieniu zdjęcia, kiedy ów „koleżanka” miała mnie totalnie w dupie, bo poznała nowych znajomych. Nazywając to po imieniu: to szczyt skurwesyństwa.

Denerwuje mnie coś takiego. Szlag mnie trafia, jak widzę kogoś, kto jest pozerem to potęgi i udaje jakby nie wiedział, o co chodzi. Nigdy, NIGDY, nie zrozumiem jak można nie cierpieć słuchać zespołu, a przy wydaniu nowego albumu twierdzić, że jest inaczej, potem jarać się jak pochodnia na wieść o koncercie (chociaż na wspomnienie moich marzeń aby zespół pojawił się na Coke usłyszałam „Pff, nie przepadam za nimi). Czy tak trudno przyznać się do błędu? Tak trudno powiedzieć „okej, pomyliłem się co do nich, fajnie grają”? Widać tak, tym bardziej jeśli słucha się zespołu, bo ktoś z grona nowych znajomych, lub facet który się takiej osobie podoba, tego słucha. Byłam świadkiem takiej akcji nie raz i nie dwa, a niestety nie uniknę powtórek z rozrywki ilekroć zignoruję mój wewnętrzny radar mówiący „uwaga: pozer”.

To samo tyczy się wszelkiego zainteresowania serialami, książkami czy filmami. Lubię, bo ktoś lubi, nie znaczy, że będę fajny popisując się tym. Popisujesz się wiedzą na temat wampirów, chociaż znasz je od Zmierzchu albo gorzej, od Pamiętników Wampirów, a na słowo Dracula krzywisz się jak dziecko pijące sok z cytryny? Poszukaj sobie lepszego zajęcia, bo Vlad III Tepes nie nabijał ludzi na gorące pale, on ich nabijał na stępione pale przez odbyt, żeby rozepchały wnętrzności. Brutalne, ochydne, ale prawdziwe. Takiś znawca? To powiedz, dlaczego Vlada uważano za wampirem? Albo co mi powiesz o Nosferatu eine symphonie des grauen? A, zatkało kakao. Widzę, że niewiele masz do powiedzenia. Uważając się w takim razie za znawcę obrażasz ludzi siedzących w tematyce niemal całe życie i tych, których nie przyciągano do Zmierzchu czy Pamiętników za pomocą nagiej klaty jednego z aktorów. Nie, żebym sama uznawała się za znawcę, ale przynajmniej nie mylę pojęć.

Możliwe, że niektórym zabrzmi to co napisałam, jak hipokryzja. Nie przeczę, tak też może być. Tylko, że ja wyznaję coś takiego „każdy jest hipokrytą, ale jedni przeginają pałę”. Jak można zauważyć, moja cierpliwość pojechała na wakacje do Sighisoara. Czeka tam na mnie z Luckiem, a nie jakimś lalusiem łamiącym sobie kła na GUMOWEJ lalce z sex shopu. I nie, nie mam na celu obrażać sagi Steph Meyer, czy serialu na motywach książek pani Smith, bo kocham je na swój sposób i mam sentyment, bo dały mi coś więcej niż tylko trochę przyjemności, ale to nie ważne. Po prostu mam mieszane uczucia, co do „fanów” kłów jarających się tematyką dopiero od momentu, kiedy stało się to modne.

Over the years all these vampire movies have come out and nobody looks like a vampire anymore. – Johnny Depp

W każdym razie, po egzaminach wracam do Rakoczego. Stęskniłam się za tą książką a chwilowo nie mam czasu, żeby ją czytać i to mnie boli. Jutro, a raczej dzisiaj, dzień rozpocznę od nauki, a potem polecę na małe Echelonowe spotkanie. Przyda mi się rozerwanie się przed weekendem. Anyway… Wracam do hiszpańskiego.

Btw, tymczasowo zmieniłam nagłówek, ot, żeby pasował do tła jakoś w miarę, no i jest „na czasie”. #jaramsiejaram

Reklamy

2 thoughts on “15. Don’t get too close It’s dark inside.

  1. Nagłówek bardzo fajny.
    W tym co napisałaś, jest dużo racji. Wczoraj nie mogłam siedzieć dłużej na Twitterze niż 15 minut, bo denerwowały mnie pseudokibicki Kamila Stocha. Wielkie znawczynie się znalazły.. I pojawiały się także teksty „nie trzeba kochać skoków, żeby być dumnym z Rodaka” – to już jest totalna hipokryzja, skoro taka osoba na co dzień powtarza, że chce się wyprowadzić z tego kraju. To to już jest dla mnie przegięciem.
    Rozumiem Cię.
    Sama denerwuję się, kiedy ktoś jest fanem Linkin Park od ich koncertu na OWF. Co innego, jeśli poza Chester’em czy Mike’m Ci pseudofani widzą także Rob’a albo Dave’a a nawet Mr Hahn’a, ale gorzej, jak laska jest zakochana w wokaliście prowadzącym i uważa się za wielką Soldier. Ugh…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s