28. I never promised you an open heart or charity.

Właśnie dobiega końca jeden z gorszych dni, jakie mogłam sobie wymyślić. Zastanawiam się, ilu kochanych przeze mnie ludzi muszę stracić, żeby znaleźć kogoś, kto nie zostawi mnie przez to, że będę mówić co myślę, albo nie będę udawać kogoś kim nie jestem? Prawdopodobnie długie poszukiwania przede mną.

Tak, wiem, popełniam błędy, ale potrafię się do tego przyznać i tego też oczekuję od innych. Często przesadzam, jednak potrafię przeprosić i wielokrotnie nie wytrzymuję wyciągając dłoń na zgodę w jakikolwiek sposób. Chociażby zaczynając zwyczajną rozmowę. 

Jestem zazdrosna, cholernie nawet, ale to przez strach przed stratą ukochanej osoby. Ilekroć czułam się zagrożona, miałam ku temu powody, więc chyba to raczej zaleta skoro umiem wyczuć, kiedy ktoś się ode mnie oddala?

Każde związki z drugim człowiekiem opierają się na szczerości, zaufaniu i umiejętności wybaczania, right? W takim razie dlaczego ilekroć jestem szczera, ufam komuś, to jedyne co za to dostaję to kop w dupę i degradacja na boczną pozycję? Z dziewczyny spaść do roli przyjaciółki, z roli przyjaciółki do roli…kumpeli? Właściwie kim jestem? Mam dosyć bycia ciągle „tą kolejną”. Pragnę być dla kogoś tą najważniejszą, tą ważną lub jedną z najważniejszych. Brzmi egoistycznie, ale każdy tego przecież chce. Każdy chce być lubiany i kochany. 

Nigdy nie potrafiłam odmówić komuś pomocy. Ilekroć ktoś prosił mnie o coś, robiłam to, chyba, że było to ponad moje siły. Potrafiłam wysłuchać, starałam się doradzić, nigdy nie prosząc o nic w zamian. Tak naprawdę, nienawidzę mówić o swoich problemach, bo wtedy czuję dość niepewnie i nieswojo. Potrafiłam zawsze być dla kogoś przyjacielem, zawsze starałam się pomóc, ale nigdy nie umiałam pomóc samej sobie.

Prawdopodobnie za parę godzin włączy mi się opcja „zlew”. Spróbuję wyłączyć uczucia skupiając swoją uwagę na czymś innym, ale co z tego skoro to nic nie zmieni? Nie zmieni ani tego, jak się czuję, ani tego, że jestem praktycznie sama, bo nie potrafię się nikomu narzucać. Taa…

Anyway… Nie mam już siły użerać się z całym tym gównem, jakie mam na głowie. Jedni powiedzą „inni mają gorzej”, drudzy machną ręką uznając moje problemy za błahe, ale mnie one przerastają. Mój świat istnieje nadal tylko dzięki mojej wyobraźni i sile marzeń, do których spełnienia dążę.

Tak, a teraz pora zacząć „kurację” i łyknąć zieloną tabletkę.

xo

Reklamy

3 thoughts on “28. I never promised you an open heart or charity.

  1. Cokolwiek się stało, będzie dobrze. Po każdej kłótni wschodzi słońce.
    Ostatnio miałam jakieś zgrzyty z kumpelą. Poszło o pierdołę. Wyszło na to, że nie odzywałyśmy się do siebie przez dwa dni.
    Problemy same się nie rozwiążą. Trzeba rozmawiać, oczywiście jeśli czujesz się na siłach.

  2. „Pragnę być dla kogoś tą najważniejszą, tą ważną lub jedną z najważniejszych. Brzmi egoistycznie, ale każdy tego przecież chce.” – oczywiście, że chce. Masz rację. Jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało, każdy człowiek musi zaspokajać swoje potrzeby. Ma głód miłości, pragnie dzielić się tym co ma najlepsze z osobą, na której jemu zależy – tego samego oczekuje od drugiej „połówki”.
    Co do wyobraźni, cudownie by było gdyby niektóre nasze wizje mogły zostać zrealizowane w świecie rzeczywistym (chociaż mam świadomość, że na pewno nie wszystkie udałoby się przekalkować do właściwego świata zewnętrznego).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s