52. The love of my life.

Moje serce roztrzaskało się dziś na maleńkie kawałeczki, a zaraz potem, po serii zawałów, na nowo posklejane. Tak wyglądało u mnie czytanie ostatnich stron książki Vlad: The Last Confession. Stwierdzam, że jest to najlepsza książka o Draculi, wampirze czy nie, jaką do tej pory czytałam. Nie powiem, że jest najlepszą ze wszystkich książek, bo nie należę do ludzi porównujących zespoły grające różne typy muzyczne, czy książki o różnej tematyce, ale z pewnością należy do moich very faves.

Jestem szczerze zakochana w postaci Vlada. Nie jest on dla mnie okrutnikiem, czy chorym szaleńcem z obsesją nabijania ludzi na pal. Jest świetnym wojownikiem, który walczył o wolność swojej ziemi i starał się aby panował na niej ład i porządek. Miał dość kontrowersyjne sposoby, ale żył w czasach, kiedy koniecznością było okrucieństwo.

Parę dni temu odwiedziłam katedrę. Tyle razy ile tam już zaglądałam nigdy nie czułam czegoś takiego, jak tym razem. Jakbym przeniosła się w czasie. Patrzyłam z fascynacją na każdą cegiełkę, na każde zdobienie. Przed oczami miałam obrazy tego, jak to mogło wszystko wyglądać kilka wieków wstecz. Jeszcze bardziej zapragnęłam wybrać się w wymarzoną podróż do Rumunii śladami nie najsłynniejszego wampira w historii, ale Vlada III Dracula – XV wiecznego hospodara Wołoszczyzny, którego temat sobie tak ukochałam.

„It is over (…). All love, all loyalty, all truth. There is only death. (…) I go to it. I embrance it as I once did my lover. I will die now, if God wills it.”

Ostatnio sporo spacerowałam po mieście oprowadzając Maryś. Muszę przyznać, że dzięki  niej odkryłam na nowo piękno mojego miasta. Patrzyłam jak trzaska zdjęcia kamienicom na Starym Rynku, czy podziwia Stary Browar sącząc mrożoną kawę ze starbunia, i coś we mnie pękło. Zaczęłam dostrzegać Poznań nie jako ładne miasto ustępujące innym, ale jako piękne, mające swój charakter i wyjątkowy klimat. Cieszę się, że się tu urodziłam i wychowałam. Z całą jednak moją miłością do rodzinnego miasta wiem też, jak bardzo czuję się tu nie na miejscu. Jest ku temu kilka powodów.

Reklamy

One thought on “52. The love of my life.

  1. Mam podobnie jeśli chodzi o postacie zazwyczaj uchodzące za okrutników. Dostrzegam w nich cel, to o co walczyli, ten rodzaj dobra. Cieszę się niezmiernie, że masz nowe mniemanie o swoim mieście – jest naprawdę tego warte. :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s