64. Do not talk to me of dragon fire.

Wyjazd przy okazji sylwestra bardzo się udał. Nowy rok rozpoczęłam otoczona przyjaciółmi, a także w sali kinowej. The Hobbbit: The Desolation Of Smaug zapowiadał się bardzo ciekawie. Nie jestem fanka prozy Tolkiena, dlatego film, zarówno ten, jak i część poprzednią oraz poprzedzające ja o 10 lat (?) filmy z trylogii Lort Of The Rings oceniam jedynie pod względem filmowym. The Hobbit: An Unexpected Journey spodobało mi się, kiedy miałam wreszcie okazję obejrzeć. Przyjemny film, który mimo długości nie ciągnął się ani przez chwilę. Spodziewałam się wiele po kolejnej części przygód Bilbo i bandy krasnoludów, jednak muszę przyznać, że leciutko się zawiodłam. Być może zbyt wysoko postawiłam poprzeczkę temu filmowi, ale prawda jest taka, że dla mnie jest on dobry. Tylko dobry. Całość ratuje obsada, jednak show kradną zarówno Thranduil, jak i Smaug. Cała reszta nie jest wystarczająco dobra, żebym mogła się nią zachwycać.

Po podróży zostało mi nieco nadprogramowych funduszy, które postanowiłam wykorzystać w celu wzbogacenia mojej biblioteczki. Poszukiwałam Vlad: The Last Confession, ale niestety znalazłam tylko nowsze wydanie, a mnie interesuje to starsze. Zamiast tego w jednej z mniejszych księgarń wynalazłam trzy książki. Dzisiaj dorwałam w promocji brakujące mi trzy cześci The Vampire Diaries. Broniłam się, co prawda, przed częściami napisanymi przez ghostwritera, ale 7zł to nie jest majątek, więc spróbuję, przeczytam i obiektywnie ocenię, czy mi się spodoba czy nie. W sumie na książki wydałam 51zł, bez 6 groszy. Nie dużo, prawda? A to przecież 6 dodatkowych książek do kolekcji.

DSC_0340

Reklamy

One thought on “64. Do not talk to me of dragon fire.

  1. A mnie się druga część o wiele bardziej podobała. Pierwsza wlokła się niemiłosiernie i wyszłam wręcz zawiedziona z kina. Teraz też nie powiem, żebym wychwalała film pod niebiosa, bo osobiście uważam, że rozbijanie tej historii na trzy potężne filmy, to lekkie przegięcie, są dłużyzny, ale… w porównaniu z pierwszą, spędziłam czas naprawdę przyjemnie. Wydaje mi się, że było więcej „akcji”, że tak to ujmę i obsada oraz kreacje „staro-nowych” postaci bardziej mnie chwyciły 😉 No i na końcu wisienka – Ed Sheeran z „I see fire”. A co do książek, „nowego papieru” nigdy za wiele 😀 Książki są cudowne i naprawdę niezły łup. 6 egzemplarzy za taką cenę, to genialny deal;) Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s