71. Dare to dream.

One day maybe we’ll meet again.

Ten maleńki cytat towarzyszy mi nieprzerwanie od sierpnia 2010 roku. Jest wyrwanym fragmentem utworu Closer To The Edge, który po raz pierwszy miałam okazję wtedy właśnie usłyszeć na żywo. To on zaszczepił we mnie dziwną potrzebę przeżycia koncertu Thirty Seconds To Mars na żywo. Jeśli ktoś te 4 lata temu powiedziałby mi, że wpadnę w uzależnienie, machnęłabym ręką. Serio. A teraz? Sama mówię o tym uzależnieniu. Potrzebuję tych wyjazdów, żeby ładować baterie do walki o swoje cele, marzenia i wszystko, w co wierzę.

#Morning #Cracow! Long time no see! So good to be back #happyalex #Morning #krakow

A post shared by Alex 🃏 (@thejokeralex) on

Wtedy przyjechali na swój pierwszy koncert do Krakowa. 20 sierpnia 2010 roku zagrali na festivalu (wtedy jeszcze) Coke Live Music Festival miażdżąc moje ówczesne poczucie szczęścia. Biorąc udział w tym wydarzeniu poczułam wszystko to, czego wcześniej mi brakowało, a ja nawet nie byłam tego świadoma. Nie wiedziałam czego może mi brakować, dopóki tego nie doświadczyłam. Powiew kilku spełnionych marzeń w ciągu zaledwie jednego wieczora. Jednej nocy. Kilku godzin. Właśnie wtedy przestałam jedynie snuć marzenia, a zaczęłam je realizować. Powoli, kroczek po kroczku, choć czasem przeskakując kilka kroków.

Try and fail, but never fail to try.

Od tamtego dnia spełniam swoje marzenia. Każdy mijający rok jest obfity w przeżycia, raz radosne i niemal ekstatyczne, bo kolejne marzenie zostało spełnione, innym razem wprost przeciwnie. Świat potrafił się sypać, ale ja nie chowałam się w kącie płacząc na zbyt długo. W którymś momencie zawsze wstawałam i parłam dalej z jeszcze większą determinacją. Paradoksalnie, niektóre moje cele, za cholerę, nie chcą dać się zrealizować. Im mocniej mi na nich zależy, tym dalej od nich jestem i zaliczam kolejny kąt z paczką chusteczek higienicznych. Najpiękniejszymi momentami jednak są te, kiedy po koszmarnym dole nadchodzi mega ekstaza radości. Dla takich chwil warto się starać i brnąć dalej.

W ten sposób dobrnęłam do kolejnego ich koncertu. Siódmego, o ile dobrze liczę. Szóstego w Polsce. W Rybniku.

Nie jechałam z nastawieniem na koncert muzycznie mindblowing, bo wiem czego powinnam się po zespole spodziewać przy tej trasie. LLF+D na żywo jest raczej dość słabe, jednak można podrzeć twarz przy tych utworach, czego oczywiście dokonałam (moje gardło standardowo zaliczyło jedynie lekką chrypkę, bo żadna siła go nie zedrze). Wyraźnie brakowało perkusji, przez co sam koncert muzycznie był dość kiepski, jednak ta atmosfera… Ta cudownie rodzinna atmosfera, obecna właściwie podczas każdego koncertu w Polsce. Po tym, jak pierwsze trzy, lub nawet cztery, utwory zostały zagrane na odwal się i minęły szybciej niż zdążyłabym zjeść obiad, tłum zaczął skandować „Welcome Home”, a klepki w głowie Leto, jakby się odblokowały. Atmosfera zmieniła się diametralnie. Nikt się już nie spieszył. Wszyscy cieszyli się tym wieczorem. Nie ma sensu zagłębiać się tu w szczegóły, bo te znajdziecie niemal w każdej relacji z tego wydarzenia.

Second one with my bestie. #concert #Echelon #MARSarmy #marsinpoland #Poland #Rybnik #polishgirls #friends

A post shared by Alex 🃏 (@thejokeralex) on

Tradycji musiało się ponownie stać za dość. Z Leto minęłyśmy się. Zabrakło nam jakichś 300m, żeby zobaczyć jak przechadza się po Plantach. Cóż, next time. Będziemy miały go spotkać, to go spotkamy. Na szczęście mogłam się zobaczyć z bliskimi mi ludźmi. Z niektórymi, co prawda jedynie na parę sekund, ale i tak dla mnie to ogromnie wiele.

Me & red devil from @creepsbycubbins gang in Kraków. #cracow #creeps #redhead #reddevil #polishgirl

A post shared by Alex 🃏 (@thejokeralex) on

Równe dwa tygodnie po powrocie z wyprawy, wracałam z pracy razem z Kotem, która towarzyszyła mi i Smokowi w Rybniku. Spacerem przeszłyśmy przez dworzec PKP trafiając na stojący pociąg relacji Kraków – Poznań. Opustoszały, stojący na bocznym peronie, przywołał wspomnienia. Dochodząc jednak do jego ostatniego wagonu dotarło do nas, że to ten sam pociąg, jakim wracałyśmy wtedy. Miejsca, o ironio, zajmowane przez nas wtedy były zajęte przez jakiegoś śpiącego mężczyznę – prawdopodobnie przegapił fakt, że już dawno dojechał do Poznania. Zabawne prawda?

#TRIADalert from train. #echelon #mars #marsinpoland #triad #lovelustfaithdreamstour

A post shared by Alex 🃏 (@thejokeralex) on

23. There is a castle on a cloud.

Co robi Alex kiedy ma się uczyć? Ujarana ze szczęścia rysuje. Żebyście widzieli moją minę, kiedy po przeczytaniu strony na historię zajrzałam na twittera żeby zobaczyć coś, co wywołało u mnie radość. Taka bzdura, a jak ucieszyła.

Bez tytułuAnyway… Dzięki temu widokowi wzięłam się za coś, co chciałam zrobić od kilku dni. Wzięłam w dłoń ołówek i zaczęłam szkicować, potem w ruch poszły kredki, marker, no i efekt jest całkiem znośny.

DSC_0226[2]Przedwczoraj wyciągnęłam nawet moje stare rysunki. Rety, jak ja rysowałam kiedyś! Teraz za duży leń ze mnie, żeby rysować. Znalazłam naprawdę moje perełki kochane, jedną nawet próbowałam wykończyć, ale do pełnego efektu zabrakło mi pasteli, które gdzieś zniknęły.

DSC_0227[1] DSC_0228[1](Jakość porażająca spowodowana brakiem skanera)

Nosi mnie, żeby robić wszystko tylko się nie uczyć. Powinnam czytać materiały na historię i językoznawstwo, a tu kicha. Zamiast tego wściekam się, bo znowu mam oko kontuzjowane. Pomijam fakt bolącego gardła, dreszczy, kataru i momentów totalnego rozpieprzenia. Byle przetrwać weekend.

Kolejna pozytywna sprawa dzisiejszego dnia to zdana gramatyka opisowa. Uff. Ulżyło mi, jak zobaczyłam to 4. Jedno z głowy przynajmniej.

6. To define is to limit.

Living with no regrets.

Living dreams no matter what.

Living life to the fullest.

PIERODŻIS TEAM.

Vampire fan.

₪ ø lll ·o.

.proud echelon & believer.

Tak brzmi moje bio na większości portali. Dlaczego tak a nie inaczej? Bo to mnie określa, pokazuje jasno kim jestem. Żyję nie żałując swoich czynów, żyję swoimi marzeniami bez względu na wszystko i żyję pełnią życia. Jestem dumnym pierodżisem (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, a reszta nie musi). Moją little obsession jest wampirza tematyka. Moim życiem jest muzyka pewnego wyjątkowego, choć może niezbyt idealnego, zespołu.

„Never regret. If it’s good, it’s wonderful. If it’s bad, it’s experience.”

To cała ja, co tu dużo mówić, ale jeśli jednak już ktoś to czyta to może powiem o sobie coś więcej.

W lutym 2012 roku stuknęło mi oczko, a dokładniej 28 lutego skończyłam 21 lat. Przyjaciele i znajomi mówią na mnie Alex, rodzina używa raczej mojego prawdziwego imienia, ale dla was pozostanę Alex. Mieszkam sobie w pewnym pięknym mieście gdzieś tam w Europie, a dokładniej w Polsce. Jestem nie do końca normalną osobą, wesołą, niekiedy zamyśloną, często spotkać mnie można na Marsie (zwłaszcza w okresie po-koncertowym). Wśród osób obcych czuję się niepewnie, jestem nieśmiała, ale to się zmienia, jeśli poznam kogoś bliżej.

Czego słucham? Ciężko właściwie jednoznacznie stwierdzić. Uwielbiam brzmienie gitar i perkusji, zwłaszcza na żywo. Moimi ulubionymi zespołami są: QueenGreen Day30 seconds to mars, U2, PlaceboRevolverheldMuse i parę innych.

Co lubię robić? Czytać książki, słuchać muzyki, oglądać filmy. Najbardziej jednak lubię spędzać czas z bliskimi mi ludźmi, dzielić z nimi smutki i radości, wspólnie kreować wspomnienia.

„Use your imagination not to scare yourself to death but to inspire you to live.” – Shannon Leto

Co jest moją pasją? Pisanie. Zdecydowanie, pisanie. Piszę dla przyjemności, żeby oderwać się od rzeczywistości, bo pragnę tworzyć swoją wizję świata. Tworzę opowiadania, które w większości można określić mianem fan fiction, ale jeśli piszę o jakimś zespole, to nie myślcie sobie, że należę do tych fanek, które marzą o odwzajemnieniu ich wielkiej miłości do idola. Ja już swoją miłość znalazłam, więc jak już wspomniałam, piszę dla czystej przyjemności pisania.

„Music can change the world because it can change people” – Bono

Kogo podziwiam? Ludzi, którzy żyją swoim życiem mimo trudności i idą przez to życie z podniesioną głową. Poza tym, podziwiam parę „sław” takich jak Bono, Angelina Jolie, Jan Paweł II, Freddie Mercury czy Jared Leto. Może i nie brzmi to dla niektórych zbyt poważnie, ale tak jest. Podziwiam ich za to co robią lub robili, za to kim są, jak potrafią zmieniać świat swoimi słowami, czynami.

„I live by the rule that you should follow your dreams, no matter what you do – you should follow your dreams” – Jared Leto

Znaki szczególne? Obsesja na punkcie własnego telefonu, nie, nie jest nim lityl szajni blackberry. Prócz tego na lewym kolanie mam bliznę po wypadku na rowerze.

Ukochane piosenki? The Story by 30 seconds to mars, City of Blinding Lights by U2, 21 guns by Green Day, The Show Must Go On by Queen, We are the champions by Queen, Illuminated by Hurts, Fallen by 30 seconds to mars, Boulevard of broken dreams by Green Day, Generation Rock by Revolverheld, Iris by Ronan Keating (tak, wolę jakoś to wykonanie od oryginału), Rolling in on a burning tire by The Dead Weather.

Z czego jestem dumna? Z tego kim jestem, a jestem Polką, marzycielką, and I’m a part of the Echelon family.

„To define is to limit” – Oscar Wilde

Czy wierzę w Boga? Wierzę, że jest jakaś siła wyższa, która utrzymuje jako taki porządek na tym świecie, ma na nas oko. Chrześcijanie mogą nazywać tę siłę Bogiem, wyznawcy judaizmu – Jahwe, a muzułmanie – Allahem. Na pytanie czy wierzę w Boga, odpowiem wierzę, bo wierzę w tą siłę, która nas pilnuje, a że zostałam wychowana w religii katolickiej, nazywam ją Bogiem.

„Don’t regret anything you do, ’cause in the end it makes you who you are.”

Co jest dla mnie ważne? Miłość, rodzina, przyjaźń, pasja, muzyka.

Tak mnie coś tknęło na utworzenie na blogu z opowiadaniem podstrony about me i oto efekt. Prawdopodobnie za jakiś czas coś w tym zmienię, może coś dopiszę. W każdym razie, uznałam, że warto pokazać tutaj jaka jestem. Dać się poznać bliżej.

xoxo