70. Shall I tell you again about Einstein’s theory of spooky action at a distance?

Długo mnie tu nie było. Częściowo ze względu na brak czasu, a częściowo ze względu na to, że nie potrafiłam zebrać myśli na napisanie czegoś porządnego. W każdym jednak razie, wróciłam.

Parę tygodni temu wybrałam się do kina Pałacowego w CK Zamek w Poznaniu w ramach tanich wtorków. Ciężko było oprzeć się pokusie skorzystania z biletów na seanse za 11 zł, a poza tym repertuar też bardzo przypasował. Wieczór zakończony został kolejnym obejrzeniem Dallas Buyers Club po raz kolejny. Jednak nie o tym dzisiaj.

I do wish I’d met Adam before I wrote Hamlet…. He would have made a marvelous model.

Jako miłośniczka wampirzej tematyki nie potrafiłam oprzeć się pokusie obejrzenia Toma Hiddlestone’a w roli krwiopijcy. Only Lovers Left Alive kusiło mnie od samego początku, jak tylko usłyszałam, o tym filmie. Dodając do Toma jeszcze wspaniałą Tildę Swinton i reżysera w postaci Jima Jarmuscha, film stał się moim pewnym kandydatem na listę ulubionych. Nie pomyliłam się.

Adam jest, żyjącym w ukryciu swojego domu na przedmieściach Detroit, muzykiem. Tworzy w ukryciu przed innymi i dość niechętnie się tym dzieli. Żyjąc parę setek lat doznaje znudzenia życiem. Popada w swego rodzaju depresję, co w rozmowie z nim zauważa jego partnerka Eve i postanawia mu pomóc. Sprawy się nieco komplikują, kiedy spokój kochanków zakłóci przyjazd niechcianego gościa…

Po obejrzeniu filmu przekonałam się w pełni do Toma, na którego patrzyłam do tej pory dość sceptycznie, choć z sympatią. Tilda po raz kolejny pokazała aktorską klasę. Jim Jarmusch nadał temu filmowi niesamowity klimat łącząc istoty cienia ze świetnie dopasowaną muzyką. Sama z kina wychodziłam z miną i poczuciem, jakby ktoś przyłożył mi obuchem w głowę. Bardzo dawno nie widziałam tak dobrego filmu o wampirach. Jest dość specyficzny, przez co, nie każdemu przypadnie do gustu. Osobiście zaliczam film do ulubionych.

 

66. Dare to live.

Za nami gala rozdanie Złotych Globów. Zarwałam noc, oglądałam, ale było warto. Dopingowałam własnych faworytów i się nie zawiodłam, choć całość była dość przewidywalna. Serce miałam rozdarte przy nominacjach aktorów drugoplanowych, gdzie do moich faworytów zaliczałam zarówno Micheala Fassbendera, jak i Jareda Leto. Wygrał ten drugi, choć w przypadku pierwszego też byłabym zadowolona. Kilka dni później ogłoszone zostały nominacje do Oscarów. Również bez niespodzianek, choć tutaj ze zdobyciem nagrody dla Leto może być ciut gorzej. Nie jest tajemnicą, że Nagrody Akademii Filmowej zdobywają głównie osoby lubiane w Hollywood, te mające plecy. 2 marca przekonamy się czy występ w Dallas Buyers Club przyniesie mu statuetkę. jedno jest pewne, sama nominacja podniesie jego znaczenie jako aktora.

Pełna humoru, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia człowieka, który nie zamierza żegnać się z życiem. Ron żyje z dnia na dzień. Pali jak smok, lubi bourbon, kobiety i rodeo. Nic ponad szybkie i proste przyjemności. Wiadomość o tym, że jest nosicielem wirusa HIV to dla niego szokujący wyrok, z którym nie chce się pogodzić. Jedzie do Meksyku, z którego zamierza szmuglować zakazane w USA leki. Po powrocie niespodziewanie zdobywa sojusznika w osobie queerowego transseksualisty Rayona. Ten pozornie niedobrany duet wspólnie zaczyna prowadzić klub, w którym inni szukają ratunku. [opis dystrybutora]

Film obejrzałam po gali Złotych Globów. Do lekkich nie należy, dla mnie był raczej dość ciężki. Nie przepadam za filmami opowiadającymi o latach pomiędzy 1980 a 1990, tym bardziej jeśli wpleciono w nie tematykę rodeo. Film obejrzałam z ciekawości, czy faktycznie Leto wcielił się tak cudownie w swoją rolę, bo w samo poświęcenie dla roli nie wątpiłam, poza tym aktorem jest dobrym. Mimo wszystko musiałam przekonać się na własne oczy, czy opinie, jakie krążą są trafne.

Z nieskrywaną przyjemnością oglądałam Matthew McConaughey’a w roli innej niż rola beznadziejnie przesłodzonego księcia na białym koniu z jakiejś komedii romantycznej. Pokazał tu klasę aktora przed duże „A” i został doceniony kilkoma nagrodami krytyków filmowych. Poświęcił się dla roli, wcielił się w nią całym sobą. Pokazał, jak człowiek w obliczu śmierci potrafi zmienić siebie i swoje nastawienie do otaczającego go świata. Kiedy życie rzuca mu gruz pod nogi, on się nie poddaje, zdeterminowany prze do przodu.

Swój udział w tej zmianie, moim zdaniem, ma też postać Rayon grana przez Leto. Rayon to transseksualista, którego kocha się od pierwszych chwil pojawienia się na ekranie, gdy pojawia się i próbuje nawiązać znajomość z Ronem – zatwardziałym homofobem. Pomiędzy dwójką zawiązuje się przyjaźń pełna uszczypliwości, jednak przyjaźń. Tak samo jak McConaughey, Leto również poświęcił się dla roli drastycznie zrzucając wagę. Pierwotnie postać Rayon miała być transwestytą, jednak zamysł zmienił się, jak tylko zdjęcia miały się rozpocząć. Stereotyp można powiedzieć, transseksualny narkoman mający HIV, ale pełen uroku.

Masa nominacji i nagród, jakie się posypały dla obu aktorów, jest w pełni zasłużona. Z całego serca trzymam kciuki (mimo rozdartego serducha przy nominacjach) za Oscarową galę, która odbędzie się 2 marca. Obaj panowie zasłużyli, żeby ich wyróżnić.

Hell is the cry of a starving infant. Hell is the begging for mercy then denied. Hell is the betrayals between man and wife. The lies between father and child. Hell is where the heart is.

Nigdy nie myślałam, że wejście do pierwszej lepszej taniej księgarni przyniesie mi książki za bezcen, które będę czytać z wielką przyjemnością. Do takich z pewnością mogę zaliczać Devil’s Kiss („Pocałunek Anioła Ciemności”) autorstwa Sarwata Chadda oraz The Iron Hunt („Pocałunek łowcy”) autorstwa Marjorie M. Liu. Nie jest to literatura ani ambitna, ani napisana pięknym stylem, jednak mają w sobie coś, co sprawia, że chętnie przeczytam kolejną część każdej.

Devil’s Kiss zainteresowało mnie polskim tytułem oraz opisem. Pomijając moją słabość do słów „Anioł Ciemności”, awersję do dziwnego imienia bohaterki – Billi, opis mówiący o zakonie Templariuszy był tym czego szukałam. Dodatkowym plusem jest Londyn, gdzie dzieje się akcja książki. W środku znajdziemy typowy problem współczesnej nastolatki, czyli problem porozumienia się z rodzicami, lecz tutaj pomiędzy Billi a jej ojcem sprawa ta ma mniej błahy powód.

Expect the unexpected, my mother once said. Because the unexpected most certainly will be expecting you.

W przeciwieństwie do historii Billi, kupno The Iron Hunt nie należało do decyzji podjętych szybko. W którymś momencie pomiędzy „chyba biorę” a „nie, to chyba nie to”, do głosu doszło moje poczucie czasu przypominające mi o tym, jaki jest on cenny. Przestałam się zastanawiać i udałam się do kasy. Nie żałuję. Z początku czytania miałam problem z przyzwyczajeniem się do dość średniego stylu, jakim jest ona napisana, ale moje serce skradły te małe skrzaty ożywające po zmroku i pomagające Maxine walczyć z demonami. Dodatkowo sama postać łowczyni demonów bardzo mi przypadła do gustu, tak jak parę pozostałych osób pojawiających się w ważniejszych momentach. Spodobał mi się tez pomysł, bo oto mamy przedstawiony świat z pozoru taki jak nasz, pełen ludzi, zwierzątek i wielkich miast, ale jeśli tylko móc na niego spojrzeć oczami Maxine, można by zobaczyć ukrywające się w ludzkich ciałach demony, żywiące się bólem i agresją. Trochę to daje do myślenia, bo czy aby na pewno znamy nasz świat na wylot? Przecież nie mamy pojęcia, co kryje się za rogiem.

Don’t judge me. Po prostu ta piosenka, jest naprawdę cool. Brzmi całkiem przyjemnie i miło dla ucha. Nie wiem dlaczego, ale trochę podjeżdża mi klimatem świątecznym. W każdym razie, obiektywnie oceniając, podoba mi się i myślę, że warto się z nią zapoznać, jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił.

64. Do not talk to me of dragon fire.

Wyjazd przy okazji sylwestra bardzo się udał. Nowy rok rozpoczęłam otoczona przyjaciółmi, a także w sali kinowej. The Hobbbit: The Desolation Of Smaug zapowiadał się bardzo ciekawie. Nie jestem fanka prozy Tolkiena, dlatego film, zarówno ten, jak i część poprzednią oraz poprzedzające ja o 10 lat (?) filmy z trylogii Lort Of The Rings oceniam jedynie pod względem filmowym. The Hobbit: An Unexpected Journey spodobało mi się, kiedy miałam wreszcie okazję obejrzeć. Przyjemny film, który mimo długości nie ciągnął się ani przez chwilę. Spodziewałam się wiele po kolejnej części przygód Bilbo i bandy krasnoludów, jednak muszę przyznać, że leciutko się zawiodłam. Być może zbyt wysoko postawiłam poprzeczkę temu filmowi, ale prawda jest taka, że dla mnie jest on dobry. Tylko dobry. Całość ratuje obsada, jednak show kradną zarówno Thranduil, jak i Smaug. Cała reszta nie jest wystarczająco dobra, żebym mogła się nią zachwycać.

Po podróży zostało mi nieco nadprogramowych funduszy, które postanowiłam wykorzystać w celu wzbogacenia mojej biblioteczki. Poszukiwałam Vlad: The Last Confession, ale niestety znalazłam tylko nowsze wydanie, a mnie interesuje to starsze. Zamiast tego w jednej z mniejszych księgarń wynalazłam trzy książki. Dzisiaj dorwałam w promocji brakujące mi trzy cześci The Vampire Diaries. Broniłam się, co prawda, przed częściami napisanymi przez ghostwritera, ale 7zł to nie jest majątek, więc spróbuję, przeczytam i obiektywnie ocenię, czy mi się spodoba czy nie. W sumie na książki wydałam 51zł, bez 6 groszy. Nie dużo, prawda? A to przecież 6 dodatkowych książek do kolekcji.

DSC_0340

53. Now you see me.

Koniec sierpnia i wakacje zbliżają się nieuchronnie ku końcowi, a przynajmniej dla niektórych. Z dwudziestu przedmiotów mam tylko 2 poprawki, co dla mnie jest wynikiem dość zadowalającym. Dzisiaj naszło mnie na nieco filmowo-serialową notkę, bo trochę się tego zbiera ostatnimi czasy dla mnie.

Po przeczytaniu Vlad: The Last Confession cierpiałam na totalny brak dobrej książki. Niewiele brakowało, żebym znów zaczęła ją czytać, ale wtedy postanowiłam zrobić podejście numer 3 do The Mortal Instruments. Przeczytałam City Of Bones w kilka dni z czystej ciekawości dlaczego ludzie w moim wieku nawet, tak się jarają tą książką. Czy znalazłam odpowiedź? Nie. Nadal się zastanawiam, bo książka mimo, że napisana lekko, dla byle czytelnika, ma w sobie masę niezrozumiałych dla mnie obrotów sprawy. Dialogi chwilami wołają o pomstę do Anioła, bo bardziej dziecinnych odzywek to ja nawet w fanficach nastolatek nie widziałam. Zakończenie mi totalnie nie pasowało. Coś mi w nim nie grało, jakby było naciągane i nieco sztuczne. Dobra, podobno kolejne części są lepsze, więc nie będę skreślać całości. Dla mnie pierwsza część Darów Anioła była średnia, a nawet przeciętna, chociaż rozbudziła moją ciekawość na to, co będzie się działo dalej i być może sięgnę po kolejną książkę z tej serii. Będę szukać pewnie odpowiedzi do usranej śmierci.

Chcę jeszcze zobaczyć film, bo zwiastuny zapowiadają go ciekawie, choć na razie tylko wśród fanów książek widziałam pozytywne opinie na jego temat, i to jeszcze nie u wszystkich! Chcę zobaczyć w akcji Jamiego Campbella Bowera, bo pałam do niego sympatią od jego debiutu u boku Johnny’ego Deppa, a także Johnatana Rhys Meyersa, który cudownie odegrał rolę Henryka VIII w The Tudors, nie pomijając faktu, że wcieli się już w październiku w Draculę (ach, miłości ma). Ze sporą dozą zainteresowania podchodzę do Lily Collins, córki Phila Collinsa. Jest śliczna, tylko czy jej uroda odpowiada jej talentowi? We’ll see. Chociaż plakat z filmu z przyjemnością powieszę na ścianie, bo diabelnie mi się podoba. To chyba przez moją słabość do Nowego Jorku.

W sieci pojawił się zwiastun Dallas Buyers Club i z tego miejsca oświadczam, że jeśli film okaże się choć w połowie tak dobry jak wskazuje zwiastun, a nie pojawią się co najmniej nominacje do Oscarów, to osobiście wysadzę winnych w powietrze. Matthew McConaughey wreszcie zabrał się na porządne aktorstwo, co może zaowocować najlepszą rolą w jego dorobku, a Leto… to Leto, już w Reqiuem Dla Snu czy Chapter 27 udowodnił, że umie grać i poświęcić się dla roli. Naprawdę nie mogę się doczekać tego filmu! Z początku byłam sceptyczna. Myślałam, pośmieję się trochę z Leto, a tu niespodzianka. Poważny film, jednak będzie dla mnie poważny i z przyjemnością poświęcę na niego mój czas.

Obejrzałam Now You See Me. Słyszałam sporo pozytywnych opinii, ale moje oczekiwania film przebił po tysiąc kroć. Spodziewałam się normalnego filmu, czegoś w rodzaju może Ocean’s Eleven, a dostałam dwie godziny czystej przyjemności, magii i widowiska. Zaskoczona byłam jedynie raz, na sam koniec, bo TAKIEGO numeru to ja się nie spodziewałam. Cała oprawa bardzo mi się podobała, a największym plusem dla oka było zobaczenie na ekranie w jednej produkcji znowu Michaela Cane’a i Morgana Freemana. Z przyjemnością polecę ten film każdemu i sama obejrzę go jeszcze w najbliższym czasie.

Nie mogę się doczekać października. Do gry wracają The Vampire Diaries, na które liczę, że nadchodzący sezon zwróci temu serialowi dawną świetność. Potem w połowie października nowe odcinki White Collar, które wreszcie oglądam na bierząco. Na koniec wisienka na październikowym torcie, albo raczej truskaweczka, bo smaczniejsza. Dracula z Johnatanem Rhys Meyersem zapowiada się dość ciekawie. Nie mam wielce wysokich oczekiwań, żeby w razie czego nie zawieść się, ale liczę, że to będzie uczta dla mnie – fana dzieci nocy od dzieciństwa. Seriale te umilą mi czas oczekiwania na 2014 rok i kolejne sezony Da Vinci’s Demons, Hannibala oraz nową produkcję dla showtime Penny Dreadful, gdzie Reeve Carney wcieli się w rolę Doriana Graya.

Jakby tego było mało, w tym roku wchodzą do kin 3 filmy oczekiwane przeze mnie z niecierpliwością. Wspomniany wcześniej Dallas Buyers Club, Only Lovers Left Alive oraz śmierć moja grudniowa The Hobbit: The Desolation of Smaug, a potem tylko trzeba będzie zmartwychwstać w 2014 roku na Draculę z Lukiem Evansem w roli głównej (omnomnomnomnom), X-men: Days Of Future Past, Guardians of the Galaxy, Fifty Shades Of Grey (tak, jestem diabelnie ciekawa jak go nakręcą, ale moje oczekiwania ostudzi zapewne nieodpowiedni dobór aktorów) oraz ostatnia część Hobbita. Będzie ciekawie, tego jestem pewna.

„Look closely, because the closer you think you are, the less you’ll actually see.”

 

47. Mr. Nobody – review.

Hi there. Few days ago I wrote this little review of Mr. Nobody as an assignment for writing classes. I know it’s not as good as it should be, but I’m still learning. I decided to study english philology to improve my english, so yeah. Let me know if you enjoy the review or not. It had to be a bit more than 400 words long, so I didn’t include everything in it, and it also had to be focused on message of the movie. Well, I hope I did at least a good job. Btw, I have no idea why, but I was laughing everytime I thought about including name of Jared Leto in this.

Mr. Nobody – review.

“Mr. Nobody” is a 2009 science fiction drama directed and written by Jaco Van Dormael, produced by Philippe Godeau, and starred Diane Kruger, Sarah Polley and Jared Leto. Film’s premiere took place at Venice Film Festival on September 12, 2009 where it received a ten-minute standing ovation from audience. The film won Biografilm Award and Golden Osella at Venice Film Festival in 2009, Best Cinematography at Stockholm Film Festival in 2009, Best Make-Up at Stiges – Catalonian International Film Festival also in 2009, and Audience Award at European Film Awards in 2010. Critic reviews described this film as thrilling (“The Hollywood Reporter”), phenomenal (“Première”) and as a masterpiece (“Brazil”).

120-years old Nemo Nobody tells the story of his life to young journalist. He is the oldest living men on Earth and the last mortal what makes him a very interesting object to write about. As old people usually do, Nemo raves and describes many people, places and events that seem to have no connections with each other. Those apparently different stories, symbolizing the choices that he had to make, mostly take place at the same time. However all of them are true. Nemo was able to live his life in all those ways without deciding which life path he wants to follow. He stayed with his father but in the same time he goes with his mother. He married three woman and each of them stayed the only one for him. He had a beautiful house with a swimming pool and other story he was homeless. Nemo Nobody experienced all alternative solutions, made all the possible choices.

The message of the film is that everything remains possible until the choice is made. At the beginning of the film and at the end as well, Nemo is surrounded by white things, like walls of hospital’s room and clothes, what shows us that the fate leads him back to the origins where the card of choices is blank and everything is possible because no choice was made for future.

We are bounded to our choices and our life can be whatever we want, we just have to make the right choices. Young Nemo had to decide with who he wanted to stay after his parent’s divorce. He chose his father as well as his mother. Every choice was heading him to another and every decision that he made has an impact on his life. By choosing we eliminate useless possibilities, so until the choice is made everything is possible.

“Mr. Nobody” is effective puzzle-film, every recipient can have an own interpretation but there’s no way to build the whole picture. For one the message is very clear and simple, when others are looking for deeper meaning. Like in life also here every meaning is possible until we choose which one we want to follow.

~~~

Hope this will help me pass writing classes. Today I had a final exam, and it didn’t go very well, even tho the name of Nobody was in one of exam tasks. Oh! Be proud! I passed my conversation classes, with the highest mark possible. It was a hell to wait before I drew the question. A huge relief knocked to my heart after I saw that it’s exactly the question, for which I was preparing a short statement last night. So yes, last day at uni before summer break wasn’t that bad.

xo