67. The sea wants to kiss the golden shore.

We can’t fall any further if
We can’t feel ordinary love 
And we cannot reach any higher
If we can’t deal with ordinary love

Reklamy

13. It’s a revolution, I suppose.

Jakiś czas temu usłyszałam wieść o pewnym portalu, który wreszcie rozszerzył swoje działanie na kraj nad Wisłą. Tak, mówię o spotify. Trochę mnie to zbiło z tropu, bo widziałam już na paru portalach, jak obiło się to jakoś o oczy. Nikt nie robił wielkiego halo, kiedy twitter postanowił tłumaczyć się na język polski. Dobra, szum robili ćwierkający, którym nie podobało się, że portal przyciągnie pokemony (jakby to już się dawno nie stało). W każdym razie, zaintrygowana czym jest spotify postanowiłam się z tym zapoznać. Efekt? Właśnie poznaję nowy zespół, przed chwilą wspominałam minione czasy z utworami słuchanymi przeze mnie kiedyś, nie wspominając o wymianie polecanych utworów ze znajomymi.

Anyway… Zainspirowana przez ten świetny programik przedstawię moją 15-stkę utworów, jakimi chcę się podzielić. Kolejność raczej będzie przypadkowa, ponieważ nie umiem zdecydować, co do ich pozycji.

1. 30 Seconds To Mars – The Story

Zaskoczenia raczej brak. The Story wywołuje u mnie niesamowite uczucie za każdym razem kiedy ją słyszę. Słysząc ją na żywo popłakałam się jak małe dziecko. Nie wiem, co w niej jest takiego, ale czuję, jakby mówiła o mnie. Może nie dosłownie, jednak jest w niej dla mnie jakieś drugie dno będące czymś bardzo ważnym dla mnie.

2. Reeve Carney – Rise Above 1

Również brak zaskoczenia. Otwór dający mi kopa w tyłek tak mocnego, że mam siłę walczyć o własne marzenia, o własne spełnienie, nawet wtedy, kiedy wszystko inne działa przeciwko mnie. Poza tym, głosy Bono i Reeve’a tak świetnie ze sobą współpracują…

3. Imagine Dragons – Radioactive

Moje ostatnie muzyczne odkrycie. Piłuję cały czas tą piosenkę na zmianę z innymi utworami z ich płyty. Z tego utworu pochodzi też tytuł tego posta. Co do teledysku, trzeba przyznać, że jest dość ciekawy.

4. Tobias Regner – I Still Burn

Tego pana poznałam podczas nałogowego oglądania niemieckiej vivy ładnych parę lat temu. Wygrał tamtejszą edycję idola, a ta piosenka została ze mną przez te wszystkie lata, tylko jakoś nigdzie nie mogłam znaleźć jego albumu. Na spotify wreszcie mi się udało.

5. Bullet For My Valentine – Livin’ Life (On The Edge Of A Knife)

Z nowego albumu Bulletów. Stęskniłam się za nimi, ale przyjeżdżają w tym roku na Ursynalia, więc liczę po cichu, że uda mi się ich usłyszeć na żywo. Co do nowego albumu, wyciekł do internetu jakiś czas przed premierą, a dzięki pewnej dobrej duszyczce przesłuchałam i jestem pozytywnie oczarowana. Coś w nim jest, może nie należy do muzycznych perełek, ale podoba mi się.

6. Black Veil Brides – Lost It All

Bardzo inspirujący i dający do myślenia. Słuchając tej piosenki mam nieodpartą chęć pisania czegoś naprawdę dobrego, co mogłoby stać się czymś więcej niż tylko blogowym opowiadaniem. Niestety, to co mi ta piosenka daje, to jedynie zasadzone ziarenko, które musi wykiełkować, żeby coś z niego powstało.

7. Ronan Keating – Iris

Niecierpiałam tej piosenki, oj jak ja jej niecierpiałam. Non stop leciała w radiu przecież, więc chyba ciężko się dziwić – cierpiałam na klasyczny przypadek przesytu. Wszystko doc czasu, kiedy pamiętne siedem lat temu byłam nad morzem. Brak telewizora = słuchanie cały dzień radia. Iris leciało kilkanaście razy dziennie i tak wżarło się w moją głowę, że jest jedną z moich ukochanych ballad zarówno w oryginale jak i w tym coverze.

8. Queen – We Are The Champions

Od małego grzdyla wychowywałam się na brzmieniu tej legendy, a piosenka o zwycięstwie towarzyszyła mi nie tylko przy oglądaniu zawodów sportowych, ale też dużo częściej. Nie potrafię się jakoś uwolnić od niej. Jest jednym z katalizatorów marzenia o tym, co nierealne – o koncercie Queen ale razem z Freddiem. Piękna wizja acz, niestety, niemożliwa do spełnienia.

9. Die Antwoord – I Fink U Freeky

Dobra, może nie ulubiona, ale nieodwołalnie kojarzy mi się w ostatnim sylwestrem. Ilekroć widzę albo słyszę, to dziwne stworzenie muzyczne, myślę o tym perfekcyjnym czasie jaki spędziłam z najbliższymi mi osobami.

10. Yiruma – River Flows In You

Tak zwana Kołysanka Belli. Piękne, spokojne i magiczne dźwięki odprężają mnie zawsze, kiedy tego słucham. Kiedyś zapoznałam się bliżej z Yirumą, jednak muszę zrobić to ponownie chyba…

11. Revolverheld – Generation Rock

Niemiecki zespół rockowy uwielbiany przeze mnie od czasów gimnazjum, kiedy to mój gust muzyczny zaczął przybierać już jakiś określony kształt. Podoba mi się jak grają, bo w ich utworach jest coś fajnego. Taka czysta rockowa energia. I co z tego, że utwory są w języku niemieckim? Dzięki temu mają jeszcze większy urok moim zdaniem.

12. U2 – City Of Blinding Lights

Głos Bono i gitara The Edge’a. Rozpływam się. To jedna z tych piosenek, dzięki którym przenoszę się na drugi koniec świata i widzę LA Downtown, tak jakbym tam się w tej chwili znajdowała. Utwór emanujący na mnie swoją magią od początku do końca.

13. Maroon 5 – She Will Be Loved

W tym utworze zakochałam się na nowo przed tuż przed rozstaniem. Dziwny zbieg okoliczności, prawda? W każdym razie, dziwnie czułam się słuchając tej piosenki wtedy, kiedy wydawało mi się, że jestem w szczęśliwym związku. Może to przez przeczucia, może moja intuicja podpowiadała mi w ten sposób i ostrzegała przed tym, że coś nie gra. Look for a girl with a broken smile… Yeah.

14. Placebo – Meds

Nie pierwsza, ale jedna z tych pierwszych jakie słyszałam. Kolejna łącząca się nieodzownie ze wspomnieniami ludzi tak ważnych dla mnie, z którymi łączą mnie nie więzy krwi, ale połączenia bardziej abstrakcyjne. Ciężko to zrozumieć komuś kto sam tego nie doświadczył.

15. Green Day – Boulevard Of Broken Dreams

Pojadę. Pojadę. Muszę. Muszę. Muszę usłyszeć to i jeszcze jeden ich utwór na żywo. No dobra, więcej, ale o tym marzę najbardziej. Ścierpieć nie mogę, że na koncert wybierają się takie mentalne czuje, które nie potrafią przyznać się, że nie lubiły zespołu, że spodobał im się dopiero, tylko brną pieprząc i kłamiąc, że kochają zespół od lat. bitch please. 

Każda piosenka ma w sobie coś, co mnie diabelnie porusza. Każda w tej chwili potrafiłaby wywołać we mnie coś na kształt dreszczy, podniecenia, łez… W każdej jest coś tak wyjątkowego, że są ze mną zawsze w momentach, w które się idealnie potrafią wpasować. Damn… Jestem uzależniona od muzyki. Może nie jest ona taką częścią mnie, jaką jest dla tych, co ją tworzą, ale bez muzyki nie umiałabym egzystować w świecie. Muzyka jest powietrzem, którym oddycham, a słowa piosenek są składnikiem krwi krążącej w moich żyłach. Jeśli słucham czegoś, to dlatego, że czuję to sobą. Właściwie, mogę zaryzykować stwierdzeniem: słucham muzyki sercem.